Wracałem dumny z Waleriuszem na nosie. Lekko truchtałem te... Kilometry jak to nazwał Kot .
Wciąż bacznie obserwowałem szczura więc wyglądałem jakbym miał zeza.
Słyszałem, że ktoś idzie... W moją- naszą- stronę. A ja się tam nie
przejmowałem tym. Miałem ważniejsze sprawy na głowie, mianowicie:
dowieźć szczura bezpiecznie do domu.
B U M !
Poczułem tylko, że odpadam do tyłu. Waleriusz również odskoczył do tyłu.
Ale poczułem że na mnie ląduje... wilk. A na samej górze ciężar prawie
nie wyczuwalny- szczur.
- Łaaaaa... Ułaaaaa!!! UUuu- wydał dźwięk Waleriusz. Zapewne z zachwytu.
Usłyszałem ciche jęki... Tak jakby wadery. No to powoli się podniosłem.
Wadera była interesująca- to moje ulubione słowo. Spodobała mi się... Na
pierwszy rzut oka była bardzo... ładna. Opamiętałem się.
- Przepraszam... Na prawdę bardzo mi przykro...- powiedziałem do wadery wciąż płasko leżącej n ziemi.
- Mogę ci jakoś pomóc?- zapytałem.
Nie odpowiedziała to pomogłem jej wstać.
<Tasha? >
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz