Gwałtownie się obróciłem. Oby mnie to nie chwyciło za łapy. A raczej ona...
- Zostaw Zeg'a w spokoju, ty wiedźmo!! On jest MÓJ I TYLKO MÓJ!!- warknęła... wadera trzymająca Tashę za łapę.
- Zostaw ją!- warknąłem.
- A to tak się teraz udomowiłeś, co?!- warknęła.
Nie miałem innego wyjścia.
- Czepisz się bo ci nie zapłaciłem za ratunek?!- od warczałem na Casie.
Znów zacząłem cały płonąć. Już się przyzwyczaiłem do mojego nie typowego gniewu.
- Zostaw ją, Casie, zostaw ją!!!!!- krzyczałem.
Wadera wciąż nie słuchała.
Nie miałem innego wyjścia. Ostrożnie, by nic nie zrobić bezbronnej
waderze zbierającej zioła, rzuciłem się na Casie. Cały płonąłem. Tak jak
ostatnio gdy mnie wkurzyła. Chwyciłem ją za kark. Próbowała się bronić,
ale była ode mnie o wiele mniejsza. Trzymałem ją w ucisku. Po woli
puszczała łapę Tashy. Nie chciałem jej udusić. Niech se żyje... Ale nie
blisko mnie. W końcu puściła... Tasha uciekła do swego kota. Nasi
towarzysze patrzyli jak zamurowani. Nawet mój szczur zaczął się bać.
- O, Zeg znów ma swój napad?- zapytała gdy zwolniłem ucisk.
- Zostaw mnie, ją i... nas!!!- krzyknąłem.
Mój głos był pusty... Jak zawsze gdy przybieram taką postać.
Znów koło niej kłębiła się mgiełka- ta sama, niebieskawa mgiełka która mnie uratowała.
Cofnąłem się o krok. Wystawiłem jedną łapę przednią na przód, a jedną
tylną bardziej do tyłu... Wziąłem głęboki oddech, odchyliłem głowę w
bok.
To była sekunda... Zamachałem się a spod moich łap hmm... wypełzła?
Tak... tak można to uznać potężna fala dźwięku. Ogłuszyła Casie. Nie
zabiłem jej... Kiedyś się z nią rozprawię. Zwiała. Wziąłem głęboki
oddech... Pomyślałem o Tashe, Waleriuszu... Poczułem, że powracam do
mojego, normalnego oblicza.
<Tasha???/>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz