Oboje zachowywali się jak małe szczeniaki. Nie miałam nastroju do żartów.
-W przeciwieństwie do Was chce spać. -warknęłam wściekła.
-Ale ja się boje! -żałośnie zawył Ex. Robił sobie ze mnie żarty. Wstałam i przyjęłam pozycje do walki.
-Jazda mi stąd! -warknęłam. Basiory posłusznie wyszły z jaskini. Nie czułam się winna. Sami tego chcieli. Zostałam teraz sama. Zaczęłam się trząść z przerażenia. Miałam małego cykora po całym tym dniu. Z wylotu jaskini alej dobiegały śmiechy. Zamknęłam oczy i zatkałam sobie uszy łapami.
Obudziłam się wczesnym rankiem. Otworzyłam oczy i ziewnęłam. To była okropna noc. Wstałam i przeciągnęłam się na wszystkie strony. Nie słyszałam chłopaków. Wyszłam więc na zewnątrz. Nigdzie ich nie było,a na niebie pojawiły się granatowe chmury. Siedząc usłyszałam jak burczy mi w brzuchu.
-Dziwne... od kiedy ja mam taki apetyt? -spytałam samą siebie. Nagle zza krzaków wyszedł Hiron a za nim Ex. Oboje trzymali sarnę. Położyli ją przede mną.
-Oto twoje śniadanie. -Ex miał bardzo poważną minę. Może miał już mnie dość? Albo znowu sobie żartował.
-Ja znikam. -Hiron do mnie podszedł i mocno mnie uścisnął. Na twarzy Exel'a zawitał uśmiech. Czyli miał już dość Hirona.
-Tak szybko? -spojrzałam zrezygnowana na basiora i wtuliłam się w niego mocniej. Kątem oka widziałam jak Ex robi się zazdrosny. Po chwili Hiron mnie puścił i powoli odleciał żegnając się jeszcze raz. Zostałam ja, Ex i sarna. Zaczęłam jeść zwłoki, a Ex po chwili dołączył się. Po zjedzeniu bez słowa udałam się na urwisko. Złapał mnie potworny dołek i przygnębienie. Znów miałam myśli samobójcze. Teraz już na pewno to zrobię!
-Gdzie idziesz? -spytał zaciekawiony basior.
-Możesz za mną nie iść? -głos mi się łamał. Zaczęłam zakochiwać się i w Exel'u i w Hironie. To nie mogło być prawdą. Hiron? Nigdy się to nie wydarzy... Ex? Przecież on jest zbyt kochany i nie zasługuje na takiego wilka jak ja...
-Chyba nie. -odpowiedział i drwiąco się zaśmiał.
-Chce być sama! -warknęłam i uniosłam się w powietrze. Dalej nie mogłam opanować latania więc po krótkim czasie w powietrzu, zleciałam z powrotem a ziemie. Exel'a nigdzie nie było. Nawet się ucieszyłam, że wreszcie zginę. Zaśmiałam się sama do siebie. Gdy doszłam na urwisko zaczął prószyć śnieg. Stanęłam na skraju urwiska i już miałam skoczyć gdy za krzaków ktoś wyskoczył.
-Serio? -zapytał zdziwiony Ex. -Dlaczego chcesz skoczyć? Czy jest Ci ze mną źle? -zadawał zdecydowanie za dużo pytań.
-Tak serio... -szepnęłam. Nagle poczułam, że się unoszę. Szarpałam się, ale nic się nie działo. Po chwili byłam już na ziemi, ale już dość daleko od skraju urwiska.
-Wracamy do domu. -stanowczo warknął Ex i popchnął mnie żebym zaczęła iść.
-No dobra już dobra. -powiedziałam obrażona. Cały czas szedł mi na ogonie.
-Nawet nie próbuj kombinować. -znów nieprzyjaźnie warknął. Stwierdziłam, że nie warto mu się sprzeciwiać.
(Exel? Musiałam jakoś urozmaicić xD hyhy)
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz