niedziela, 8 lutego 2015

Od Zeg'a do Tashy

- Sana! Uwiodłaś mnie! Jak mogłaś!- warknąłem na waderę.
Ona jak tchórz zwiała. Ja odszedłem szukać Tashy.
- Poczekajcie!- zawołała za nami Anisha.
Odwróciłem się. Sanna płakała u jej boku. Ja mozolnym krokiem do niej podszedłem.
- Czego?!- warknąłem.
- Uspokój się, Zeg- odpowiedziała Anisha.
Sanna wciąż płakała.
- sanno. Skup się. Zamknij oczy i poproś o radę bogów- powiedziała Anisha.
Wadera skupiła się. Zamknęła oczy... Po chwili je otoworzyła.
- Zeg! Wybacz mi, proszę!!!!!- wrzasnęła i padła u mych łap- jsteś moim... moim...
Nie mogła się powstrzymać od płaczu więc Anisha dokończyła:
- Zeg, jesteś jej bratem a ona twą siostrą.
Popatrzyłem na Anishę a potem na... swoją siostrę.
- Sanna, zepsułaś mi życie. Fajnie, że jesteś moją siostrą. Idź to teraz powiedzieć Tashe- odpowiedziałem.

*potem*

Nie miałem już po co żyć. Moja miłość odeszła, a wszystko przez moją siostrę... Koniec ze mną. Teraz niech Sanna se sama żyje.
Poszedłem nad urwisko. Wiedziałem, że jakaś wadera siedzi w krzakach i mnie obserwuje. Sanna? A może Tasha?
Nie ważne. Stanąłem na skraju urwiska. Pod mną płynęła woda.
Łzy same leciały do oczu...
Nabrałem głęboko wdech i wrzasnąłem na całe gardło:
- KOCHAM CIĘ TASHA!!!!!!!!!!!! I ZAWSZE KOCHAŁEM!!!!!!!!!!! WYBACZ MI PROSZĘ !!!!!!!!!!!!!!! A TERAZ WIĘCEJ JUŻ MNIE NIE ZOBACZYSZ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zrobiłem krok w przód i... Skoczyłem. Ostatni raz wrzasnąłem:
- KOCHAM CIĘ TASHA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Chodź wiedziałem, że i tak nic nie zdziałam.
Zamknąłem oczy. Widziałem Waleriusza... Tashę... Już czułem jak woda zaraz delikatnie muśnie moje ciało. I się stało... Wskoczyłem na samo dno. Nikt o mnie i tak nie pamięta... Lecz szybko wyrzuciło mnie NA wodę, nie pod nią.
- Ech.. Czemu mi się to nie udało?!- zapytałem sam siebie.
Byłem całkowicie zmęczony... I nagle!!!!!
- Łaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!- Spadam z wodospadu.

*potem*

Obudziłem się ma brzegu. Wzrok miałem zamazany.
- Tasha...- wołałem nie wyraźnie i niemrawo- Tasha... kocham...cię
I padłem.
Nie wiem czy coś się wtedy działo...
Obudziła mnie silna woń... Ziół? Tasha!!!! Jeszcze z zamkniętymi oczami miałem wstać i ją przytulić. Otworzyłem oczy i... Jej nie zobaczyłem. Ale zioła były. W pobliżu, a raczej daleko, wędrował jakiś wilk. Oby to była Tasha!!!
Pobiegłem w tym kierunku. Tak to był ona. Płakała.


<Tasha? Napisz coś krótkiego i daj mi się przeprosić potem ^^>

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Made by Schizma