Jakaś nieznana mi wadera nie dość, że zaczęła mnie zaczepić to teraz mi miłość wyznaje! A nawet... To ładna, ładna.
- No wiesz... Jakby nie patrzeć na to, że jestem już zajęty to ty też mnie się podobasz- szepnąłem jej.
Wadera uradowana wstała. Ja również. Opowiedziałem jej trochę o sobie ona trochę o niej... Ech.
Było jeszcze wcześnie i... Tasha!
Popatrzyła na mnie wściekłym wzrokiem. Miała przy sobie zioła. Zostawiła
je na ziemi. Pobiegła do mnie i na oczach Sanny mnie pocałowała. Ale to
nie był pocałunek miłości. To był pocałunek gniewu. On nie był
przyjemny. Ale się nie wyrywałem.
- Zostaw go wadero, on już jest zajęty!- krzyknęła na Sannę.
Sanna zwiała.
- I żebym was razem więcej nie widziała!- warknęła na mnie.
No i potem się uśmiechnęła. Pocałowała mnie, ale tym razem był to pocałunek miłości.
Gdy Tasha sobie poszła ruszyłem w ślady Sanny.
- Zaczekaj, Sanna!- wołałem gdy zobaczyłem jej długi ogon.
Ona rozejrzała się na boki czy nie ma Tashy i ruszyła mi w objęcia.
<Tasha?????? Złapiesz nas na czym XD>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz