Ojciec wadery już miał się brać do ataku na nas gdy spojrzałem na niego i
wskazałem łapą na drzewo. Moja magiczna siła walnęła go o drzewo. Znów
spojrzałem na niego i nie spuszczałem z niego oczu.
- Hiron, potrafisz nasz czterech przenieść na jakieś odludzie?- zapytałem Hirona.
- Jakoś się uda.
I w pewnym momencie znajdowaliśmy się na jakiejś górze. Była ona czarna a
niebo było krwisto czerwone. Zaczął padać krwisty deszcz.
Zrobiłem ruch łapą który przesunął ojca Larisy do słupa (tak, tak sam od siebie tam był XD).
- wiąż go Hiron!- krzyknąłem.
Wiatr zawiał mocniej. Basior przywiązał ojca Larisy do słupa. Spuściłem z niego wzrok.
- Będę mieć koszmary- rzekłem żartobliwie.
- Znikajmy stąd...- rzekła Larisa.
I w tym momencie zobaczyliśmy jak chmara orłów leci wprost na słup z wilkiem. Ojciec Larisy zawył z bólu.
- Znikajmy... - powtórzyła wadera.
I w sekundzie znaleźliśmy się z powrotem w jaskini Larisy.
<Larisa????/>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz