poniedziałek, 9 lutego 2015

Od Anishy do Sanny

Sanna po przeproszeniu i przyznaniu się do winy przyszła do mnie. Spojrzałam karcąco na nią
- Sanno, gdybyś mi pozwoliła dojść do słowa to by się to nie wydarzyło. - powiedziałam surowo i dodałam - Mimo wszystko jednak dobrze się to skończyło i nic nikomu się nie stało.
Sanna nadal milczała. Była przygnębiona z tego powodu, że spowodowała tyle zamieszania. Nie mogłam jej pomóc, gdyż no, cóż nie dało by rady. Przechadzaliśmy się po terenach watahy, aż nagle Sanna się zatrzymała i usiadła. Spojrzałam na nią ukosem i się zatrzymałam. Może chciała odpocząć i nic więcej. Gdy spojrzałam na nią drugi raz to zauważyłam, że z jej oczu ciekną łzy. Położyłam swoją łapę na jej głowie i się do niej nachyliłam..
- Nie płacz już, każdy mógł się pomylić - powiedziałam łagodnie
- Ale, ja zawaliłam na maksa - wyłkała
Przytuliłam ją, gdyż teraz potrzebowała zrozumienia i wsparcia w tym czasie...
- Ej, każdemu się mogło wydarzyć. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Wszystko można naprawić i wybaczyć każdy błąd. Co cię nie zabiję to cię wzmocni - powiedziałam na pocieszenia Sanny

<Sanna? Przestaniesz płakać??? >

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Made by Schizma