Wadera przysnęłam koło mnie. No to ja też. Jeszcze kontem oka zobaczyłem jak nasi przyjaciele czworonożni padli ze zmęczenia i usnęli.
- Dobranoc, Zeg- rzekł cicho Waleriusz.
Uśmiechnąłem się do szczura. I zasnęliśmy.
Obudziły mnie pierwsze promienie słońca. Wszyscy jeszcze spali. Ach! No tak... Dziś przeprowadzka.
- Towarzystwo! Wstajemy... Szkoda takiego dnia- krzyknąłem.
Ach.... Gdybym miał trąbkę zatrąbił bym im koło uszu.
Obudził się tylko Waleriusz.
Szybko zorientował się o co chodzi. I nagle... Gwizdną! No kurcze, nie wiedziałem, że tak potrafi (tak na marginesie nawet ja tego nie potrafię XD).
Mniejsza.
Towarzystwo zerwało się jak poparzone ogniem.
- dziękuję, przyjacielu- uśmiechnąłem się do szczura.
Ten stanął koło mnie.
Wadera niemrawo popatrzyła na mnie.
Zaczłąem mówić:
- Yy... No więc tak... Yy... O...
- No więc wstawać, zbierać się mamy dziś dużo roboty!- wyprzedził mnie szczur.
<Tasha???>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz