Życie znów nabrało sensu. Sanna swoje dostanie, ode mnie to złe a od jakiegoś innego basiora... no może.
- Ale tak na początek to Waleremu podziękuj i obiecaj mi, że nigdy już
tego nie zrobisz!!!!!!!!- powiedziałem uśmiechając się ale na ostatnie
słowa krzyknąłem.
Przytaknęła.
- więc chodź... pomaluj mój świat! man żółto i na niebiesko... -zacząłem.
I zaśpiewaliśmy do końca. Nawet mój szczur się przyłączył.
Wracaliśmy do jaskini Tashy.
- R Ó Ż A !!!- krzyknąłem wystraszony gdy w oddali już pokazywała się jaskinia.
- Leć!- krzyknęła.
- Nie leć...- powiedział Walery.
I wskazał głową na kota Tashy który niósł w zębach koszyk z różą.
Była piękna!!! Czerwona... Lśniąca płatków miała tyle, że ... No brak słów ^^^
- Ale... Tak w ogóle to czemu idziemy do mnie a nie do nas, Zeg?- spytała zakłopotana wadera.
Spaliłem się ze wstydu. Coś na szybko musiałem powiedzieć:
- Yyy... No... Trzeba cię przeprowadzić... i... no i chodźmy.
- A ciebie nie?- zapytała.
Głupio mi się zrobiło.
- Nie. Ja mieszkałem... No wszędzie gdzie popadło- powiedziałem i uśmiechnąłem się.
- Teraz już tak nie będzie- rzekła.
<Tasha?????? Dziękować ci a wybaczenie ^^^>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz