Odrzuciła te moje starania. Było mi przykro...
- Ech...- wdychałem.
Popatrzyłem na tą magiczną różę. Więdła, powoli ale więdła.
- Gdy jedno z was umrze z róży opadną wszystkie płatki a jednemu z was,
które będzie jeszcze żyło, będzie czekać nieszczęście- powiedział Exel.
- A ty co ty tu robisz?- spytałem.
Popatrzył na mnie.
- Dobra już rozumiem... Ale dlaczego teraz mi to mówisz?- zapytałem- masz jakiś powód.
- Tak... Ale muszę już iść- rzekł i pobiegł.
~Gdy jedno z was umrze z róży opadną wszystkie płatki a jednemu z was,
które będzie jeszcze żyło będzie czekać nieszczęście~- pomyślałem.
Nie rozumiałem powodu dla którego mi to powiedział. A róża? I tak nie ma
sensu by tu dalej rosła. Znalazłem u Tashy jakiś koszyk. Nasypałem do
niego ziemi i przesadziłem tam różę.
Nie mam po co żyć... Skoro plan z wodospadem nie wypalił pozostało
jeszcze jedno miejsce... Wody śmierci... Tam powinienem się zabić- i to
zrobię!!
Zawiesiłem koszyk z różą (nie wiem po co XDD) i pobiegłem w tamto miejsce.
Pozostawiłem różę na brzegu i bez żadnych wahań rzuciłem się do wody.
Miałem zamglony widok. Obejrzałem się w prawo i lewo i znów w prawo i
znów... Chwileczkę... Z tej prawej strony leżał wilk. Nie myliłem się.
Na pewno. W dodatku był to znajomy wilk...
T A S H A !!!
Krzyknąłem w wodzie. Natychmiast się podniosłem i ją wyciągnąłem na
brzeg. Mój wzrok pierwsze padł na owo, magiczną różę. Zostały jej tylko
dwa, już czarne płatki... Teraz wiem jaki był sens słów Exel'a.
- Tasha... Nie...- rzekłem. Nie mogłem się powstrzymać od płaczu.
Położyłem głowę na niej, leżącej, prawie już nie żyjącej... A na róży
został już tylko jeden płatek. Ledwo trzymający się. Nagle, w oddali
zobaczyłem jak wysokie trawy się poruszyły.
- Zeg!- rozpoznałem znajomy głos.
Nagle zza traw wygramolił się.. Waleriusz!!
Zmienił się... Był większy i bardziej tego szczura przypominał. Miał na
sobie przeróżne, złote ozdoby... a na grzbiecie miał czerwone pasma
sierści układające się w ładny wzór.
Oto jak dziś wygląda Waleriusz:
http://th01.deviantart.net/fs15/300W/f/2007/097/4/4/Mystic_Rat_by_m_lupus.jpg
Szczur niósł nieco mniejszy od niego (gdy stał na dwóch łapkach) nóż.
Był zrobiony ze złota ale jego końcówka była zakończona jakimś innym...
magicznym chyba... czymś.
- chcesz ją uratować?- krzyknął z oddali szczur.
- A jak nie jak tak!!!!- warknąłem na niego, byłem zły.
Jak można zadawać tak głupie pytania?!!!
- To łap!- krzyknął z oddali i rzucił nóż wprost w moje łapy.
Potem dobiegł do mnie już na czterech.
- I co mam z tym zrobić?- spytałem.
- Wbij jej w serce- odrzekł.
- CO???!!!! Nie mogę!!! Ją trzeba ratować a nie zabijać!!- krzyknąłem.
- Ech... Zacznijmy od początku. Tasha siedziała w tej wodzie tak... z
trzy-cztery godziny a na jej sercu powstała potężna skorupa która
spowalniała bicie jej serca... stan jest krytyczny... Dlatego owa róża
traci płatki. A teraz wbij jej to w serce by ją uratować!- zakończył.
- Skąd to wiesz?!- zapytałem.
- Ech... Książki. - odrzekł.
- Nie wbije jej tego! Nie odważę się przecież- warknąłem.
- Cykor...- spokojnym tonem rzekł Walery.
- Sam to zrób!- warknąłem.
- A czy ja ją kocham i byłem z nią kiedyś w jakimś związku??! Stary ty
nic nie rozumiesz!!!!! Tylko osoba która ją na prawdę kocha może jej to
wbij i ją uratować!!!!- zasyczał szczur.
Spoglądnąłem na różę... Szczur zrobił to samo. Ostatni płatek wisiał na ostatnim włosku.
- Pośpiesz się!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Szybko- krzyknął Waleriusz.
Tym razem nie prosiłem się. Wbiłem jej ten nóż. Krew się polała a płatek
spadł. Nóż tkwił w jej sercu. Krew wciąż się lała. Walery patrzył na
nas...
Ja popatrzyłem na ten nóż... Popatrzyłem na tą krew...
- Na co czekasz... Wyciągnij ten nóż...- z rezygnacją rzekł szczur
siadając i dodał po chwili- przecież nie będzie go mieć wbitego cały
czas.
Łapy mi się zatrzęsły... Wyciągnąłem go. Był cały zakrwawiony a to magiczne coś świeciło.
Szczur popatrzył i się uśmiechnął.
-
Działa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!-
krzyknął uradowany- teraz zgodnie z planem krew powinna wypłukać
skorupę którą tym nożem rozbiłeś!
Uśmiechnąłem się do niego i spojrzałem na Tashę... Wokół niej było pełno
krwi... wraz z małymi skorupkami które były czarne. Zapewne to była ta
skorupa. Krwawienie ustało. Rana zrosła się. Przytuliłem waderę.
Pocałowałem. Ona... Zaczęła się budzić.
- I co? Nie mówiłem?- rzekł uradowany Waleriusz stając uśmiechnięty z założonymi rękami.
<Tasha? Jednak żyjesz ^^^ Nie miej mi tego za złe ^^^>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz