Biegłam ile sił w łapach. O Sillenie nie warto wspominać już nic. Teraz
liczył się tylko i wyłącznie ten basior. Uuuch... Przystojny ^^
- Hejka!- wrzasnęłam mu prosto przed nosem.
Basior wrzasnął wystraszony i się przewrócił na grzbiet.
To na niego z góry popatrzyłam.
- Jestem Sanna, a ty????- zapytałam uradowana.
- Zeg... Ale...
- Nie ważne. Ważne, że teraz będziemy razem!- wrzasnęłam.
Basior wstał i brutalnie ,,niechcącą'' mnie popchnął. Przewróciłam się.
-Ej! To tak traktujesz swoją przyszłą żonę?!- warknęłam na Zeg'a.
- Jaką żonę, wadero?! Czyś ty na mózg opadła?! Jestem zajęty, odteguj się ode mnie- mówił.
Wtem zobaczyłam cień na niebie. Anisha? Nie możliwe.
Coś... A raczej ktoś w pewnym momencie mnie porwał.
- Zeg!- wrzasnęłam.
A on tylko się uśmiechnął i wrzasnął:
- Dziękuję... Jakaś wadero za uratowanie mnie od Sanny!!!!
- Proszę bardzo - zamruczała owa wadera.
To była Anisha.
- Ej! No wiesz co! Ja się tu z przyszłym mężem umawiam a ty...
- To nie jest Twój przyszły mąż- powiedziała nieco zła.
- To kto?!- wrzasnęłam.
- Ciszej, Sanno, ciszej. Ostatni raz cię ratuję- odpowiedziała.
Leciałyśmy dość wysoko. Była na nią zła. Wyrwałam się z jej objęć i... Skoczyłam wprost na Zeg'a.
- Kur..- zaczął.
- Cicho.. Ty mi się podobasz- zaczęłam znowu.
<Zeg????>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz