wtorek, 3 lutego 2015

Od Zeg'a do Casie

No i fajnie, żyję. Nie palę się. Wreszcie. Przeprosiłem- zrobiłem to co miałem zrobić.
- No ta ja już się muszę zbierać. Jestem spóźniony- powili wstałem i otrząsłem się z kurzu, który zalegał na ziemi.
Wadera krzywo na mnie popatrzyła.
- No dobra, mów jak masz na imię- powiedziałem odwracając głowę do tyłu by na nią popatrzeć i lekko się uśmiechnąłem.
Wadera odwzajemniała mi ten uśmiech.
- Casie- odpowiedziała.
- A no to dzięki Casie. I przepraszam- odpowiedziałem uśmiechając się.
Po tym co ona zrobiła dla mnie czuję się lepiej. Jestem taki wyładowany od złej energii. Pozytywnie myślący i taki... Nowy, jakby! Uśmiechałem się i biegłem nie za szybko w stronę lasu.
Po mojej głowie chodziło mi cały czas jej imię i ten jej uśmiech.
- Yay!- krzyknąłem.
Dochodziłem powoli do celu.
- Ktoś tu się zakochał...- rzekł... Tadeusz.
Popatrzyłem na niego krzywo.
- Niet, ja o miłości na razie nie myślę, Tadeuszu- odpowiedziałem szczurowi.
Szczur uśmiechnął się, chcąc przez to powiedzieć ,,Mnie nie oszukasz''.
- Dobra Zeg, robota czeka- odpowiedział już poważnie.
Znowu, pomyślałem. Znów zaganianie jelonków w jedną stronę... A potem w drugą.
- Tak tak, znowu- odpowiedział szczur.
Spiorunowałem go wzrokiem i zapytałem:
- Mógłbyś mi wreszcie przestać czytać w myślach?
- Nie nie mogę- odpowiedział tak jakby na żarty.
I poszliśmy. Lecz ja miałem wrażenie, że ktoś mnie śledzi...

<Casie?>

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Made by Schizma