Odkąd opuściłam rodzinne strony zaczęłam się włóczyć po świecie bez celu
i bez przyjaciół, ale pewnego dnia postanowiłam to zmienić. Lubiłam
przygody oraz zawierać nowe znajomości. Nucąc sobie coś pod nosem nie
zauważyłam, że teren się zmienił, a ja nagle poczułam zapach wilków, a
raczej jakiegoś wilka. Od razu stałam się czujna i ostrożna. Przecież w
każdej chwili mógł mnie ktoś zaatakować. Przez godzinę nic się nie
wydarzyło, więc powróciłam do monotonności mej podróży. W pewnym
momencie na kogoś wpadłam, a gdy się podnosiłam rzekłam do wilka:
- Przepraszam za to. Zamyśliłam się.
Gdy mój wzrok wpadł na wilka, okazało się, że był nim basior. Był szary,
a na sobie miał jakieś ubranie. Dosyć dziwne, gdyż pierwszy raz
spotykam takiego wilka w swoim życiu.
- Nic się nie stało. Jak ci na imię? - spytał basior
- Tasha, a ty?
- Sillen, pierwszy raz Cię tu widzę. Należysz do jakieś watahy?
No cóż, nie należę do żadnej watahy, gdyż moje życie było pełne
samotności, ale może czas to zmienić i dołączyć do jakieś watahy...
- Nie należę do żadnej watahy
Widać, że basior się zaczął zastanawiać nad czymś, a chwilę później rzekł
- Może dołączysz do mojej watahy? Nazywa się Wataha Księżycowego Wycia - zaproponował mi
Fajna nazwa watahy, uśmiechnęłam sie do niego, co odwzajemnił tym samym.
- Pewnie, dziękuję bardzo. - odparłam
- Chodź odprowadzę Cię po terenie watahy
Skinęłam głową na znak zgody i ruszyliśmy w drogę. Pokazał mi cały
teren, wszystkie miejsca były ładne, ale najbardziej urzekła mnie łąka,
na której się zatrzymaliśmy i odpoczywaliśmy.
- Jak tu pięknie! Tyle tu roślin, że aż trudno uwierzyć, że takie miejsce istnieje - powiedziałam...
<Sillen?>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz