A jeśli faktycznie nie muszę się bać? Jeśli faktycznie nic mi tu nie
grozi? Nie wiem, nie mam pojęcia. Nie umiem sobie uświadomić, że nie mam
się czego bać.
Nasza rozmowa była krótka- jak moja rozmowa z każdym. Tylko moje ,,nie''
i moje ,, boję się'' a potem słowa tamtego wilka na przykład ,,nie masz
czego'' i takie tam... te rzeczy. Moją smutną przeszłość noszę w sercu
już dwa lata. Chciałabym się z kimś podzielić, chciałabym mieć kogoś na
oparcie. Kogoś, kto zawsze mi pomoże, kogoś kto mnie wysłucha i
podniesie na duchu. Ale nie mam i nie będę mieć, raczej. Popatrzyłam na
niego ostatni raz... I odeszłam. Byłam smutna- jak zawsze. Wystraszona
już mniej. Mój długi ogon włóczył się za mną jak... Ogon. Moja głowa
smutno zwisała a ja szłam powoli... Noga za nogą... I szłam, przed
siebie. Moje nogi poniosły mnie na urwisko.
Skała unosiła się wysoko nad wijącą się rzeką. Gdyby tak tam wpaść?
Byłby już spokój. dla wszystkich. a szczególnie dla mnie- koniec
zmartwień, smutków i rozczarować. Zapomną wtedy o tym co mnie wcześniej
spotkało.
Siedziałam tak rozmyślając nad upadkiem z urwiska. Mój pysk smutno
zwisał. W pewnym momencie, już przy zachodzie słońca, łza spłynęła mi do
oka i kapnęła na ziemię. Powoli wstałam, wiatr lekko zawiał... Przez
mojej ciało przeszedł mały dreszcz... Stanęłam tuż na skraju skały. Moje
serce zaczęło bić mocniej. zamknęłam oczy... Moje myśli były różne-
okrutne dzieciństwo... Kilka przygód... I... Sillen. Otworzyłam oczy w
strachu. Natychmiast się cofnęłam. Zamknęłam oczy i biegłam pod wiatr,
serce biło mi mocniej... co raz mocniej.
- Nie potrafię sobie tego zrobić. Nie dam rady- wycedziłam w biegu.
Biegłam ile sił w łapach. Tchu mi brakowało po woli. Poczułam, że
zbiegam z jakiejś góry. Straciłam panowanie w łapach. Potknęłam się o
kamień i...
<Sillen? Ktoś musi w końcu zakończyć tą przygodę...>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz