środa, 4 lutego 2015

Od Sanny do Sillena

Od Sanny CD Sillena

Rób co chcesz... Piękne słowa. Bardzo mi się spodobały. Naprawdę! Tyle, że to była ironia. Pamiętam jak mój ojciec tak mówił. Mówił to bo nie zależało mu na mnie i tyle więc...
- Aha, dzięki. Na prawdę... No po prostu super, będę robić co chcę. Ażebyś wiedział! Zabiję się, a potem cię po nocach bedę straszyć!- odkrzyknęłam.
- Yhm... A cóż Cię tak uraziło, co?- zapytał.
- Twoje ,,rób sobie co chcesz''- odpowiedziałam mu.
Basior popatrzyl w dal.
- Ale dlaczego?- zpytał ponownie.
Zamknęłam oczy i uspokoilkam się. Przyponiałam sobie dzieciństwo.
Opowiedziałam mu:
- Kiedyś, a dokładnie jakies dwa lata temu, jak wiesz żylam sobie w całkiem innym środowisku. Wilki z okolicy były nie miłe, walczyły nawzajem ze sobą, kradły. Alfa miał wszystkim dowodzić, zaopiekować się nimi ale wiecznie odpowiadał ,,róbcie co chcecie''. Jedyną wyrozumiałą rodziną w watasze była właśnie moja. Starali się nad tym zapanować i podczas jakiejś imprezy poszli niby plnować porządku.Skończyło się to tak, że sami wpadli w ich bandę. Wrócili do domu nieco poobijani. Ja jeszcze nie spalam. Szanowałam ich lecz wtedy wszystko się zmieniło...
- Dlaczego jeszcze nie śpisz?!!- krzyczeli na mnie.
Pierwszy raz widział w ich oczach taką złość. Nigdy się tak do mnie nie odezwali. Ze strachu podbiegłam kawałek dalej i zasnęłam. Obudziłam się jak co rano, na śniadanie. Rodzice jeszcze spali. To zaczęłam ich budzić. Powiedziałam, że jestem głodna. Oni do mnie, że bym poczekała. No to czekałam chyba cały dzień. Obudzili się wieczorem i poszli na te swoje imprezy. Zostałam o głodzie sama. Coś tam sobie w końcu znalazłam. Rodzice wrócili znów, ale tym razem warcząc na siebie i kłócąc się. Wystraszyłam się jak ojciec zaatakował mamę. Uciekłam. Wróciłam rano. Ojciec już czekał a matka leżała tam gdzie wczoraj padła, nie ruszała się. Miałam wtedy wrażenie, że po prostu... Została zabita. Ojciec jak mnie zobaczył zrobił mi wielką awanturę. Powiedziałam mu, że po co mu ja jak i tak mu na mnie nie zależy. Wtedy zaczęło się piekło. Ojciec zawył i jego cała banda przybyła. Zaczęli warczeć. Na mnie... Byłam potwornie wystraszona. Pare wilków stanęło w mojej obronie... na krótko. Zaczęłam uciekać, a oni żucili się na mnie jak na ich jedyne w roku pożywienie. Spędziłam noc w jakimś lesie... Znów wróciłam nad ranę ale wystraszona. Pokaleczona nieco. Zbliżając się do celu moje serce biło jeszcze szybciej. Nikt w ostatnich dniach nie pokazał mi takiej czułości i miłości. Nikt się do mnie nie uśmiechnął... Ojciec jeszcze bardziej zniszczony nawet mnie nie zauważył. To było przykre. Zaczęłam płakać. Powiedziałam mu, że jest mi przykro. Zauważył mnie. Powiedział, żebym sobie poszła, że mnie nie chce, że mu na mnie nie zależy, że mnie już nie potrzebuje- a mówiąc to płakałam- zapytałam czy mam iść sobie. Odpowiedział mi : rób co chcesz. To poszłam. Wędrowałam tak to pół roku... I dotarłam tutaj. Dlatego to mnie tak uraziło. Jestem z reguły bardzo delikatnai czuła. Każde słowa odbieram bardzo mocno... Dlatego
Pierwszy raz opowiedziałam komuś swoją historię.
- No... Więc ja już pójdę robić co chcę. Nie będę ci już przeszkadzać... Byłam tutaj na chwilę. Odchodzę- powiedziałam.

<Sillen?>

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Made by Schizma