poniedziałek, 2 lutego 2015

Od Larisy do Red'a

Nie wiedziałam co robić. To coś było tak obrzydliwie brzydkie, że nie chciałam nawet na to patrzyć. Nie zrozumiałam o co jej chodziło. Zostawcie... Nadzieje? No kto to rozumie? Red rzucił się na... stwora. Był w tym bardzo dobry, więc odsunęłam się na bok. Dalej myślałam o Hironie. Miałam ochotę pójść i sprawdzić co z nim. Przecież miał potężną ranę. Po kilku minutach zaciętej walki Red pokonał stwora. Ten uciekł w głąb lasu.
-Po co tu jesteśmy? Dowiem się? -spytałam trochę ironicznie. Wiedziałam, że dostanę negatywną odpowiedź.
-Po coś... -odpowiedział.
-Dla niego to byłeś litościwy... i przyszło Ci to z łatwością. -zauważyłam. Pozwolił przecież uciec stworowi nie zabijać go.
-Twojemu też pozwoliłem odejść. Nie zabiłem go. -stwierdził urażony.
-Tsa... Ale przyszło Ci to z takim trudem. -syknęłam przez zęby. Moje serce teraz płonęło pożądaniem Red'a , ale nie mogło zapomnieć o ironie. Cały czas myślałam o nich dwojga. Zakochałam się w Hironie od pierwszego wejrzenia, ale Red jest i będzie moją miłością... Tylko nie wiem nawet czy on chciałby to odnowić.
-Możesz już iść... -szepnął mi do ucha Red.
-To tak to jest... Mnie wyganiasz?! -warknęłam udając obrażoną. Red uśmiechnął się i lekko szturchnął. -No dobra, dobra... Ale nie zrób sobie krzywdy. I jak się znowu zobaczymy to masz mi wszystko wyjaśnić! -zażądałam i nie czekając na odpowiedź, truchtem wyruszyłam w stronę Sillen'a. Po kilkunastu minutach lekkiego biegu doszłam. Zauważyłam, że wcale go tam nie ma. Wzbiłam się więc w powietrze i zaczęłam szukać po całej watasze. Miałam pilną sprawę. W końcu zobaczyłam ich na wielkiej łące.
-Wszędzie Cię szu... Nie przeszkadzam? -sapnęłam zdyszana. Zauważyłam tam też pewną waderę. Miała piękną brązową sierść, wyglądała jak bogini miłości.
-Nie. Larisa to Tasha, Tasha to Larisa. - przedstawił nas sobie. Uśmiechnęłam się. Wadera odwzajemniła uśmiech. Chyba im przeszkodziłam w jakiejś rozmowie.
-Jest jakaś uzdrowicielka?! -krzyknęłam błagalnym tonem  i runęłam na ziemie.
-Y... jest. To ja. -zaśmiała się Tasha. Spojrzałam na nią z zadowoleniem.
-Mam ważne pytanie, ale... w cztery oczy. -spojrzałam na Sillen'a. Od razu zrozumiał o co mi chodzi.
-O... Ale to.. tam.. jest ładne. - odszedł od nas na tyle daleko by nie słyszeć o co pytam.
-Bo... jest jakiś eliksir, zioło na.. szybkie gojenie ran? -spytałam niepewnie.
-Jest, ale... po co Ci? Przecież... jesteś cała. -widziałam, że wadera wcale nie rozumie.
-Po prostu.. jest mi bardzo potrzebne, ale nie dla mnie. Proszę... -spojrzałam na nią błagalnym wzrokiem. Po chwili dała mi jakieś zioło.
-Ten.. ktoś musi je zjeść. Obojętnie kiedy. Byle zjadł. -powiedziała.- Tylko dalej nie rozumiem po co... Ci to... O i zacznie to działać dopiero na drugi dzień. Rana zostanie błyskawicznie... zszyta.
-Dziękuję. I proszę... nie mów o tym nikomu. -ubłagałam Tashę. -Sillen? -zawołałam w stronę basiora.
-Tak? -odwróciłsie w moją i Tashy stronę. Podszedł bliżej. Miałam wrażenie, że jednak coś usłyszał.
-Możecie wrócić do rozmowy. -rzekłam po czym wzbiłam się wysoko i zaczęłam lecieć w miejsce położenia Hirona. Gdy tam doleciałam, basior miał się już na tyle dobrze by wstać.
-I...jak? -spytałam ostrożnie. Nie chciałam by teraz wpadł w furię. Trochę się bałam będąc poza terenami watahy.
-Bo Ciebie to interesuje. -odparł sucho i specjalnie pokazał swoje poranione skrzydło. -Ten twój jest jakiś nienormalny.
-On mnie tylko bronił! To ty chciałeś mnie zabić! -krzyknęłam. Byłam teraz zła, że zechciałam go uratować.
-Ja?! Kto Ci takich głupot nagadał!! -warknął.
-A ta... furia w mojej jaskini? To przecież nic takiego. -parsknęłam.
-Przepraszam okej? Ale żeby aż tak mnie od razu... załatwić? -popatrzył sie na swoje skrzydło i położył się na ziemie zrezygnowany.
-A.. odnośnie twojego skrzydła to mam.. coś co Ci pomoże. -położyłam obok niego ziele, które podarowała mi uzdrowicielka.
-Nie zjem tego. Jeszcze mnie otrujesz. -popatrzył się na mnie jak na wariatkę.
-Zjedz. Mam to od uzdrowicielki. Chce... dobrze. -uśmiechnęłam się i usiadłam na przeciw niego. Po chwili namysłu zjadł.
-Jakoś nic się nie dzieje.
-Bo dopiero na drugi dzień zrośnie Ci się ta rana. -odpowiedziałam. Basior wstał i objął mnie zdrowym skrzydłem. Uśmiechnęłam się. Nagle zza krzaków usłyszeliśmy jakiś szmer. Basior wyszedł naprzód i znów zaczął się pienić jakimiś toksynami.
-Co ty tu robisz?! -wrzasnął wyskakując z krzaków Red. Hiron od razu przestał się pienić i spojrzał na mnie. Wiedziałam, że z chęcią zabił by Red', a Red Hirona. Nie mogłam na to pozwolić.
-Musiałam go uratować! -wrzasnęłam. Nie do końca wiedziałam co wyprawiam i co mnie podkusiło by uratować Hirona.
-Yhm. Super. Jesteś wredna wiesz? -do oczu napłynęły mi łzy. Całe stado łez. Czułam się potwornie. Miałam złe przeczucia i czułam jak Red ma mnie dosyć.
-Proszę.... Ja nie umiem zabijać! -pisknęłam i podleciałam do basiora. Chciałam go objąć, ale ten się odsunął.
-Zostań sobie z tym.. Jak mu tam było? Zabójcą? -syknął przez zęby. Jego oczy pałały ogniem i nienawiścią.
-Zabójcą powiadasz? Palant. -syknął Hiron. Miałam dosyć. Dość, że pokłuciłam się z Redem to zaraz doprowadzę do bójki.
-STOP! -wrzasnęłam. -Red... Zrozum, że chciałam na dobrze. I wychodzi na to, że mnie śledziłeś!
-Dokładnie. -przytaknął Hiron.
-Zamkni.. Nie odzywaj się. -warknęłam w stronę Hirona.
-Zobaczyłem jak leciałaś, więc poszedłem za Tobą. -odpowiedział Red. Wiedziałam, że miał mnie i Hirona dosyć. Płakałam teraz jak głupia. Red zaczął iść w stronę watahy.
-Muszę.. iść. -powiedziałam do Hirona i pobiegłam za Redem. Szłam teraz obok. Oboje milczeliśmy. Miałam tylko nadzieje, że nie gniewa się na mnie za bardzo. Kochałam go. Teraz już o tym wiedziałam. Niestety odkąd pojawił się Hiron moje uczucie w 1/10 zaczęło należeć do niego. To niewiele, ale Red zawsze był taki, że musiał mieć 100%... wszystkiego. Nie potrafiłam, więc zapewnić mu tej miłości jakiej oczekiwał. Bałam się. Potwornie się bałam. W pewnym momencie poczułam, że nogi się pode mną uginają.
-Red?! -krzyknęłam przerażona. Basior się nawet nie odwrócił. -RED?! Ja nie mogę stać... -powiedziałam i runęłam na ziemie. Widziałam jeszcze jak przybiega do mnie i patrzy przerażony. Nie robiłam tego specjalnie. Nie brałam nad nim litości. Po prostu nagle było mi tak słabo.
-Kocham Cię... -zdążyłam jeszcze szepnąć i zobaczyłam ciemność.

(Red? :D <jestem ciekawa Twojej reakcji, nie gniewaj się, moja wena twórcza jest jakaś nieokiełznana :O i nie wiem co mi strzel do głowy >.< )

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Made by Schizma