Mówiąc szczerze nie rozumiałam w czym się zagalopował... Czyżby w ataku
czy .... Chwila! On stanął przede mną i mnie obronił .... To mnie teraz
zaskoczyło i dopiero zdałam sobie sprawę z tego. Spojrzałam na niego i
uśmiechnęłam się do basiora
- Dziękuję, nic Ci nie jest? - spytałam z lekka zmartwiona...
- Nic mi nie jest - odparł
Zdziwiłam się, że martwię się tak bardzo o niego, może z powodu tego, że
mnie zaakceptował, a tak bardzo tego pragnęłam, a może z innego
powodu... Nie wiem, ale zachowam to dla siebie. Nagle zawiał wiatr,
który lubiłam, więc rozłożyłam skrzydła i pozwoliłam wiatrowi, żeby
przelatywał między moimi skrzydłami. Sill podszedł do mnie z uśmiechem.
Poszliśmy się przejść, lecz w końcu spytałam go
- Czym były te stworzenia?
- To skalne gobliny - wyjaśnił.
Szliśmy rozmawiając między sobą o wszystkim i o niczym. Nagle zauważyłam
jezioro, więc wepchnęłam Sillena do niego, a potem sama skoczyłam w
nie. Zaczęliśmy się wygłupiać i chlapać się. Czułam się przy nim jakbym
była w domu, którego nigdy nie opuściłam. Gdy wyszliśmy z wody zrobiło
mi się zimno, więc Sill się do mnie przybliżył.
- Nigdy nie sądziłam, że życie z innymi może sprawić tyle radości. Ja...
Ja zawsze się bałam z kimś zaprzyjaźnić lub nawet się zwierzyć. -
powiedziałam
Sill uśmiechnął się łagodnie do mnie, a w jego oczach dostrzegłam dziwną
iskierkę, nie wiem czy oznaczała czułość, troskę czy coś innego, ale
jednego byłam pewna brakowało mi kogoś kto mnie wysłucha, zrozumie.
Spojrzałam w niebo i nagle sobie wyobraziłam moje inne życie, całkiem
inne od tego jakie mam teraz, ale też jestem z niego szczęśliwa.
- Dziękuję Sill - powiedziałam i usnęłam przy nim...
<Sill? Nie wiedziałam jak zinterpretować twoje "zagalopowanie się">
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz