Nie wiedziałam co teraz powiedzieć. Skąd wiedział, że to
akurat on? Może jakoś sama zasłabłam. Nie chciałam się teraz znów kłócić więc
wstałam i powoli zaczęłam podążać za basiorem. Nie odzywałam się, ponieważ nie
znalazłam odpowiedniego słowa. Znów szedł w stronę Lasu Cieni.
-Możesz za mną nie iść?! -warknął, a ja wystraszyłam się jego nagłą reakcją.
-Nie, nie mogę. O co znowu się strzelasz?! -odwarknęłam. Może czułam się winna, ale nie na tyle by go stracić i odpuścić.
-Co ty ode mnie chcesz? -spytał i spojrzał na mnie wzrokiem jakiego nie widziałam nigdy. Czułam się przy nim coraz bardziej obca.
-Ty nic nie rozumiesz. Jestem.. jaka jestem. -odpowiedziałam i spojrzałam na niego z gniewem.
-Nie chodzi mi o to jaka jesteś tylko jaka chcesz być. -mówił teraz lekko i spokojnie. Emocje chyba już opadły, ale atmosfera dalej była napięta.
-Przepraszam, ale ty też nie mówisz mi wszystkiego! -syknęłam.
-Ty nie chcesz nic o mnie wiedzieć.
-Skąd wiesz? Może nie pozwalasz mi.. czegoś się dowiedzieć? -warknęłam. Nie chciało mi się już z nim gadać. Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę Urwiska.
-Najlepiej to zgonić na mnie! Kto Ci kazał wracać do Hi coś tam...
-Hirona... -przerwałam mu. Znowu zapomniał jego imię.
-Nie przerywaj! Nie obchodzi mnie jak ma na imię. Pa. -rzekł, a w jego oczach ukazały się małe iskierki. Nie obchodziło mnie to.
-Pa. -warknęłam i ruszyłam truchtem przed siebie. Biegłam ile sił w łapach. Po kilku minutach intensywnego biegu zatrzymałam się na zboczu urwiska. Dyszałam, a z oczu płynęły mi łzy. To mój koniec. Żyje już wystarczająco długo. Nikt nawet nie zauważy, że odeszłam. Tyle jestem warta.
-Żegnajcie... -szepnęłam do wiatru, a ten musnął moją sierść. Zamknęłam oczy i już miałam zrobić krok w przód, gdy poczułam że dalej jestem na... otworzyłam oczy i zobaczyłam Ognika.
-Dlaczego?! -spytałam żałośnie. -Idź. -uśmiechnęłam się niepewnie do smoka. Ten zrobił posłusznie to o co go poprosiłam. Widziałam jak odlatuje. Cieszyłam się, że zrobił to o co go poprosiłam. Jeszcze raz wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy. Poczułam jak wiatr się nasilił. Musnął moje futro, aż musiałam się cofnąć. Przez chwilę pomyślałam, że komuś na mnie zależy, ale szybko straciłam tą nadzieje. Dla mnie czas się skończył. Skoczyłam. Czułam się... dziwnie. Chciałam już nie czuć, ale to dalej trwało. Myślałam, że to całe wieczności. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za kark. Zamykam mocniej oczy i zaczynam się szarpać. Niestety to coś dalej mnie trzyma. Mocno trzyma. Po krótkim czasie poczułam ziemie pod łapami. Otworzyłam oczy i ku mojemu zdziwieniu zobcazyłam Hirona.
-Odwal się! -krzyknęłam i rzuciłam się na niego. Chciałam go zabić. Byłam już tego pewna.
-Zaczekaj! -krzyknął basior i jednym zamachem wywrócił na ziemię. Padłam osłabiona. Podniosłam wzrok. -Nie chce Ci zrobić krzywdy. Chcę przeprosić. -byłam zdzwiona tym co usłyszałam. Chciał mnie przeprosić... Zbyt piękny by było prawdziwe.
-A wiesz co ja chce?! -warknęłam i znów się na niego rzuciłam. Niestety teraz znów udało mu się mnie przytrzymać.
-Przepraszam, słyszysz? -nachylił się lekko w moją stronę. Do oczu napłynęły mi łzy. Całe stado łez. Miałam teraz... być gdzieś indziej, a on musiał mnie ratować.
-Słyszę, ale to Ci nic nie da! Przez Ciebie pokłóciłam się z Redem! Na dodatek byłam nieprzytomna przez całe 3 dni! Przez Ciebie! -rzuciłam i rozbeczałam się jak mały szczeniak, który zgubił matkę.
-Przepraszam... Ja... Ja zostałem tylko wynajęty, ale nie potrafię Cię zabić. -szepnął mi do ucha. Trochę się uspokoiłam, ale nie rozumiałam kto chciałby mnie zabić.
-Dobra... wybaczam... -odszepnęłam i wtuliłam się teraz w jego skrzydła.
-Żegnaj... -pocałował mnie lekko w policzek. Byłam zmieszana jak nigdy. Po chwili wstał rozprostował skrzydła i odwrócił się do mnie. Patrzył czułym wzrokiem. Ujrzałam jedną maleńką łze w jego oku. -Dziękuję. -powiedziała i wzbił się w powietrze.
-Żegnaj...-usiadłam i patrzyłam jak znika w oddali. To był już koniec. Na zawsze.
*Pół godziny później*
Dalej siedziałam i patrzyłam w przestrzeń. Zbliżał się zachód słońca, ale ja i tak nie miałam zamiaru wracać. Czułam się okropnie. Ktoś chciał mnie zabić, pokłóciłam się z Redem. Usłyszałam tupot skrzydeł. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Ognika. Dopiero teraz przyszło mi na myśl, że to on sprowadził Hirona. Wiedział, że tylko on mi pomoże.
-Oj Misiek... -szepnęłam, a smok zleciał na dół. Rzuciłam się na niego i mocno wtuliłam. Objął mnie skrzydłami i cicho ryknął. Uśmiechnęłam się. Nagle usłyszałam kroki. Zobaczyłam jakiegoś wilka. Stwierdziłam, że to basior i że musi być nowy. Smok wzbił się w powietrze i odleciał.
-Hej. -uśmiechnął się. Był czarny i miał długie nogi. Na szyi i lekko na grzbiecie widać było przebarwienia koloru szarego. Ogon też był lekko szary.
-Ja już idę... -stwierdziłam i zaczęłam iść w stronę jaskini. Tylko tam mogłam być sama.
-Zostań. Mi twoje towarzystwo nie będzie przeszkadzać. Wrećz przeciwnie. -zaśmiał się. -Tak wogólę jestem Exel.
-Miło mi. -odparłam ale chciałam za wszelką cenę odejść.
-A Ciebie jak zwą?
-Oh... Larisa. -odpowiedziałam. Widziałam, że to jest pewnego typu podrywacz. Zbliżył się po pewnym czasie do mnie. Odsunęłam się na krok.
-Ładnie tu. -zaśmiał się. Nie widziałam w tym nic śmiesznego. Byłam trochę przybita tym co się wydażyło. -Co Ci jest? -dodał po chwili. Chyba próbował udawać, że się martwi.
-Trudny dzień... -odparłam i spoglądnęłam na zachodzące słońce. Czułam, że patrzy się na, ale nie odważyłam się zobaczyć jakim wzrokiem. Siedziałam więc bez ruchu i czekałam jak się to wszystko dalej potoczy.
(Exel? <sorka, że takie.. dziwne xD, ale brak weny i dzisiaj miałam totalnie okropny dzień... Mój kot zginął.... :'( )
-Możesz za mną nie iść?! -warknął, a ja wystraszyłam się jego nagłą reakcją.
-Nie, nie mogę. O co znowu się strzelasz?! -odwarknęłam. Może czułam się winna, ale nie na tyle by go stracić i odpuścić.
-Co ty ode mnie chcesz? -spytał i spojrzał na mnie wzrokiem jakiego nie widziałam nigdy. Czułam się przy nim coraz bardziej obca.
-Ty nic nie rozumiesz. Jestem.. jaka jestem. -odpowiedziałam i spojrzałam na niego z gniewem.
-Nie chodzi mi o to jaka jesteś tylko jaka chcesz być. -mówił teraz lekko i spokojnie. Emocje chyba już opadły, ale atmosfera dalej była napięta.
-Przepraszam, ale ty też nie mówisz mi wszystkiego! -syknęłam.
-Ty nie chcesz nic o mnie wiedzieć.
-Skąd wiesz? Może nie pozwalasz mi.. czegoś się dowiedzieć? -warknęłam. Nie chciało mi się już z nim gadać. Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę Urwiska.
-Najlepiej to zgonić na mnie! Kto Ci kazał wracać do Hi coś tam...
-Hirona... -przerwałam mu. Znowu zapomniał jego imię.
-Nie przerywaj! Nie obchodzi mnie jak ma na imię. Pa. -rzekł, a w jego oczach ukazały się małe iskierki. Nie obchodziło mnie to.
-Pa. -warknęłam i ruszyłam truchtem przed siebie. Biegłam ile sił w łapach. Po kilku minutach intensywnego biegu zatrzymałam się na zboczu urwiska. Dyszałam, a z oczu płynęły mi łzy. To mój koniec. Żyje już wystarczająco długo. Nikt nawet nie zauważy, że odeszłam. Tyle jestem warta.
-Żegnajcie... -szepnęłam do wiatru, a ten musnął moją sierść. Zamknęłam oczy i już miałam zrobić krok w przód, gdy poczułam że dalej jestem na... otworzyłam oczy i zobaczyłam Ognika.
-Dlaczego?! -spytałam żałośnie. -Idź. -uśmiechnęłam się niepewnie do smoka. Ten zrobił posłusznie to o co go poprosiłam. Widziałam jak odlatuje. Cieszyłam się, że zrobił to o co go poprosiłam. Jeszcze raz wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy. Poczułam jak wiatr się nasilił. Musnął moje futro, aż musiałam się cofnąć. Przez chwilę pomyślałam, że komuś na mnie zależy, ale szybko straciłam tą nadzieje. Dla mnie czas się skończył. Skoczyłam. Czułam się... dziwnie. Chciałam już nie czuć, ale to dalej trwało. Myślałam, że to całe wieczności. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za kark. Zamykam mocniej oczy i zaczynam się szarpać. Niestety to coś dalej mnie trzyma. Mocno trzyma. Po krótkim czasie poczułam ziemie pod łapami. Otworzyłam oczy i ku mojemu zdziwieniu zobcazyłam Hirona.
-Odwal się! -krzyknęłam i rzuciłam się na niego. Chciałam go zabić. Byłam już tego pewna.
-Zaczekaj! -krzyknął basior i jednym zamachem wywrócił na ziemię. Padłam osłabiona. Podniosłam wzrok. -Nie chce Ci zrobić krzywdy. Chcę przeprosić. -byłam zdzwiona tym co usłyszałam. Chciał mnie przeprosić... Zbyt piękny by było prawdziwe.
-A wiesz co ja chce?! -warknęłam i znów się na niego rzuciłam. Niestety teraz znów udało mu się mnie przytrzymać.
-Przepraszam, słyszysz? -nachylił się lekko w moją stronę. Do oczu napłynęły mi łzy. Całe stado łez. Miałam teraz... być gdzieś indziej, a on musiał mnie ratować.
-Słyszę, ale to Ci nic nie da! Przez Ciebie pokłóciłam się z Redem! Na dodatek byłam nieprzytomna przez całe 3 dni! Przez Ciebie! -rzuciłam i rozbeczałam się jak mały szczeniak, który zgubił matkę.
-Przepraszam... Ja... Ja zostałem tylko wynajęty, ale nie potrafię Cię zabić. -szepnął mi do ucha. Trochę się uspokoiłam, ale nie rozumiałam kto chciałby mnie zabić.
-Dobra... wybaczam... -odszepnęłam i wtuliłam się teraz w jego skrzydła.
-Żegnaj... -pocałował mnie lekko w policzek. Byłam zmieszana jak nigdy. Po chwili wstał rozprostował skrzydła i odwrócił się do mnie. Patrzył czułym wzrokiem. Ujrzałam jedną maleńką łze w jego oku. -Dziękuję. -powiedziała i wzbił się w powietrze.
-Żegnaj...-usiadłam i patrzyłam jak znika w oddali. To był już koniec. Na zawsze.
*Pół godziny później*
Dalej siedziałam i patrzyłam w przestrzeń. Zbliżał się zachód słońca, ale ja i tak nie miałam zamiaru wracać. Czułam się okropnie. Ktoś chciał mnie zabić, pokłóciłam się z Redem. Usłyszałam tupot skrzydeł. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Ognika. Dopiero teraz przyszło mi na myśl, że to on sprowadził Hirona. Wiedział, że tylko on mi pomoże.
-Oj Misiek... -szepnęłam, a smok zleciał na dół. Rzuciłam się na niego i mocno wtuliłam. Objął mnie skrzydłami i cicho ryknął. Uśmiechnęłam się. Nagle usłyszałam kroki. Zobaczyłam jakiegoś wilka. Stwierdziłam, że to basior i że musi być nowy. Smok wzbił się w powietrze i odleciał.
-Hej. -uśmiechnął się. Był czarny i miał długie nogi. Na szyi i lekko na grzbiecie widać było przebarwienia koloru szarego. Ogon też był lekko szary.
-Ja już idę... -stwierdziłam i zaczęłam iść w stronę jaskini. Tylko tam mogłam być sama.
-Zostań. Mi twoje towarzystwo nie będzie przeszkadzać. Wrećz przeciwnie. -zaśmiał się. -Tak wogólę jestem Exel.
-Miło mi. -odparłam ale chciałam za wszelką cenę odejść.
-A Ciebie jak zwą?
-Oh... Larisa. -odpowiedziałam. Widziałam, że to jest pewnego typu podrywacz. Zbliżył się po pewnym czasie do mnie. Odsunęłam się na krok.
-Ładnie tu. -zaśmiał się. Nie widziałam w tym nic śmiesznego. Byłam trochę przybita tym co się wydażyło. -Co Ci jest? -dodał po chwili. Chyba próbował udawać, że się martwi.
-Trudny dzień... -odparłam i spoglądnęłam na zachodzące słońce. Czułam, że patrzy się na, ale nie odważyłam się zobaczyć jakim wzrokiem. Siedziałam więc bez ruchu i czekałam jak się to wszystko dalej potoczy.
(Exel? <sorka, że takie.. dziwne xD, ale brak weny i dzisiaj miałam totalnie okropny dzień... Mój kot zginął.... :'( )
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz