-Czy ktoś powiedział, że umrzemy-spytałem lekko złośliwie.
-Nie, tylko nas wypatroszą i oprawią w ramkę-złość bardziej wychodzi Larisie...
-Uspokój się, wdech i wydech...-powtórzyłem te słowa kilka razy.
-Zaraz nie będziemy oddychać, bo będziemy martwi-znów dodająca na duchu sugestia wadery...
-Chyba to nie pokój... na pewno nie...-zacząłem mieć wątpliwości co do pomieszczenia.
-Tak, to rzeź-i kolejna sugestia.
-Słyszysz???-spytałem.
-Jakaś melodia...-dodała.
-Słyszałem ją, a leciała tak-ti to tam, a czasem jakieś stuknięcia... wyjrzyj przez okno...-pan dowódca się odezwał.
-Miałeś racje, tu są koła...-przyznała mi racje-pomyślałem uradowany w duchu.
-To przyczepa, co jest koło nas...-spytałem się do już wyglądającej przez okno kamperku wadery.
-Tygrys...-dodała warknąwszy na pasiastego kolegę.
-Obawiam się najgorszego... widziałaś te wcześniejsze ruiny-spytałem.
-Tak, a co to ma do rzeczy?-również spytała.
-To jest stare miasto, zapewne była tu powódź, a my zmierzamy do
zwykłego, gdzie są budynki, a w naszym wypadku namiot cyrkowy i nie
zapowiada się przyjemnie...-szara rzeczywistość lekko doskwiera...
-Co nam zrobią???-znów podenerwowana spytała.
-Nie wiem, zapewne uciekniemy, ale teraz nie da rady... niestety...-kolejna nie różowa rzeczywistość.
Wilczyca próbowała znaleźć drogę ucieczki, ale na marne, pozostaje nam czekać na pierwszą lepszą okazję do zwiania...
Larisa?
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz