Na myśl o spotkaniu z ludźmi brała mnie potworna złość. Jeszcze musiałam dzielić swoje towarzystwo z tym basiorem. Potrafił być nieźle wkurzający.
-Widziałam kiedyś cyrk... -powiedziałam i zniesmaczona usiadłam na zimnej podłodze. Zaczęło nami trząść co oznaczało, że się szybciej poruszamy. -Świetnie. -dodałam.
-Nie panikuj. Uciekniemy. -dodał basior pocieszająco. Spojrzałam tylko na niego smutno. Nie byłam co do tego przekonana.
-No na pewno. -powiedziałam sarkastycznie na co Peter tylko przewrócił oczami. -Ciekawe co z nami zrobią... -szepnęłam.
-Nic dobrego. -odparł i podszedł bliżej mnie.
-To powinieneś im powiedzieć żeby nas wypuścili. Przecież sam chciałeś żeby mnie złapali.-odwróciłam się do niego plecami przypominając sobie o zaprowadzeniu pod obozowisko. Zaczęłam obwiniać go o całą sytuację.
Peter? ^^
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz