Klatka plus dwa wilki plus krzyczący tłum to nie dobre połączenie,
czyżby to był ten mniej legalny cień niewinnego cyrku, a może zbyt bujna
wyobraźnia w co wątpię. Stałem w kącie tej klatki, a Larisa w drugim,
więc wszelka nadzieja znikła i zdałem sobie sprawę z powagi sytuacji.
Wszelkie rozmowy-,,Stawiam na tego po lewej [...]'' jeszcze bardziej
przekonały mnie do tego zdania-to walki psów, a teraz już wilków.
Przecież nie mogę się bić z nią, a nawet z nikim, a wadera popierała
chyba moje zdanie bo sama stała w tym samym miejscu. Tłum był głodny
emocji, rozrywki i normalne było, iż byli niezadowoleni z naszego stania
w miejscu już pój godziny. Nagle jakiś człowiek oparł rękę na klatce,
po czym Larisa chwyciła go zębami i nie zamieżała puścić. Krwi było
coraz więcej, a krzyk ofiary coraz to głośniejszy. Kiedy to się szarpali
klatka spadła na ziemię (bo była na jakiejś podstawie) i jedna ściana
pękła. Oboje wyskoczyliśmy z niej i szybko uciekneliśmy, nie powinniśmy
zostawić tamtego wilka. Nase sumienie dało górę i spojrzeliśmy do tyły
szykując się do walki z ludźmi, lecz spryciarz sam sobie poradził i
pognał za nami do jakiegoś miejsca-grunt to byle dalej od tego miejsca.
Wszyscy byliśmy głodni więc postanowiliśmy, że upolujemy ,,miejskie
sarny'', a wyglądały tak:
Posileni uroczym, wykwintnym daniem poszliśmy spać w jakichś
pomarańczowych kwadratach nazywanych tu kartonami, więc tak minęła ta
noc...
Larisa?
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz