Po oczepaniu naszych futer postanowiliśmy udać się coś zjeść, a raczej postanowiły to nasze burczące brzuchy...
-Może udamy się do Lasu Łowców?-zaproponowałam.
-Jasne, widzę, że ktoś ma ochotę na soczystą sarenkę...-uśmiechnął się.
-Ktoś czyli ty rzecz jasna?-odpowiedziałam z uśmieszkiem i ruszyliśmy w drogę.
*Po ok.30 min...
-O, sarny-szepnęłam, by nie spłoszyć ,,obiadku''.
-Którą bierzemy?-dodałam.
-Wszystkie-odpowiedział i przy pomocy swojej mocy zabił całe stado.
Nastała chwila ciszy... no może trochę dłuższa niż chwila...
-Władasz nad ogniem?-zapytałam, przerywając ciszę.
-Tak...-odpowiedział.
*Po zjedzeniu sporego obiadu...
-No to chyba pora skończyć spacer...-dodałam.
-Jak chcesz to mogę ci pokażać pewne miejsce...-powiedział.
-A jakie?-zapytałam.
-Heh, zobaczysz...-powiedział tajemniczo.
<Blood?>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz