Zza ściany dochodziły odgłosy, było to warczenie, warczenie Larisy, więc
nie zapowiadało się zbyt różowo. Chyba występuje, gdyż co jakiś czas
można było również usłyszeć oklaski, ale był też jeszcze jeden
dźwięk-dźwięk bata... Mam nadzieję, że nic jej nie będzie, że
wydostaniemy się, że zrozumie, iż to nie moja wina...-trochę dużo
zachcianek. Minęła jakaś godzina, a wilk w innej klatce nawet się nie
przedstawił, lecz leżał na boku. Klamka opadła, a lekko uchylone drzwi
się otworzyły. Moim oczom ukazała się klatka, a w niej nasz
buntownik-Larisa, która też nic nie mówiła i leżała bokiem- no cóż może
taka moda. Kolejna godzina upłynęła, a trendy tzw.leżenie na boku, nie
zmieniły się.
-Posłychaj, to nie moja wina, nie chciałem, aby tak wyszło, ale niestety tak jest...-szepnąłem, po czym poleciała mi jedna łza.
Wadera wstała i spojrzała na mnie już nie z tą złością, lecz może nawet lekkim współczuciem.
-Więc czemu zaprowadziłeś mnie do wioski...-odpowiedziała szeptem.
-Bo ludzie to tak jakby moje całe życie i wbrew pozorom nie są...-i nie zdążyłem dokończyć zdania.
Znowu nas przeniesiono, lecz na występ już za późno...
Larisa?
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz