Nie mogłam pojąć jak ludzi mogą być rodziną. Dla mnie to coś nowego i coś dziwnego. Nigdy nie chciałam mieć nic wspólnego z tymi istotami. Znów przenosili nas w inne miejsce. Słychać było oklaski, śmiechy i ogólne wrzawę wywołaną naszym widokiem. Stworzenia te zachowywały się bardzo dziwnie i cieszyło ich wyraźnie to, że jesteśmy zdenerwowani. Był z nami jeszcze jeden wilk. Ludzie teraz wygonili nas z ciasnych klatek do następnej. Teraz była ona większa, a ludzie stali jeszcze bliżej. Położyłam sie na środku i zrezygnowana zamknęłam oczy. Nie miałam zamiaru nic robić. Chciałam tylko zakończyć swoje życie i odpoczywać. I pomyśleć jak jeden zwykły dzień może zmienić się w koszmar... Zawsze miałam kłopoty, ale nie sądziłam, że mogą być one aż tak poważne.
-Mam plan... -nagle usłyszałam szept Petera i poczułam jego oddech przy lewym uchu. Podniosłam łeb i otworzyłam szeroko oczy. -Widzisz tamtą dziurę? -spytał, ale nie do końca mogłam go usłyszeć. Nagle wszyscy ludzi zaczęli głośno klaskać i wołać imię basiora. Zdziwiona wstałam na proste nogi i spojrzałam na wilk pytającym wzrokiem.
-Widzę. -odpowiedziałam głośno. -Ale... dlaczego oni... -nie zdążyłam dokończyć, gdy nagle poczułam uderzenie czymś ostrym w grzbiet. Spojrzałam za siebie i zobaczyłam, że stoi tam jakiś człowiek i trzyma 'bat'-jak to oni nazywali. Mój grzbiet zmienił kolor na czerwony. Rana była głęboka, ale podeszłam bliżej basiora. Skoro oni go tak wielbią może ich jakoś przekona lub uratuje życie? Taką miałam nadzieje.
Peter? :>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz