-No cóż...skoro...skoro chcesz to proszę bardzo. Odejdź. Nikt cię tu nie trzyma na siłę- powiedziałem patrząc się w ziemię. Westchnąłem cicho i spojrzałem z niebo.
~Może nie warto walczyć o przeżycie? Może nie powinienem odchodzić z rodzinnej watahy?~spytałem sam siebie
-Ej wszystko dobrze?-usłyszałem pytanie
-Owszem. Jest dobrze- westchnąłem siadając na ziemię
-Ale czy...
-Tak! Jestem tego pewien! -powiedziałem ostro
-Sill ja...
-Spokojnie. Nic mi nie jest a jak chcesz to odejdź- powiedziałem. Dźwignąłem się i ruszyłem w stronę swojej jaskini. Asha zdezorientowana została z tyłu. Jedyne na co miałem ochotę to wykończyć się...Wyczerpać całą mane i pozwolić by życie ulotniło się razem z nią. Ale co mi to da? Chyba...chyba nic...
Asha?
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz