Leciałem koło Namaste dość...wysoko nad ziemia. Na tyle wysoko by się zabić jak spadnę. Lubie takie wysokości. Nikt na ciebie nie wpadnie...chyba że wróg ale to inna bajka. Obserwowałem całe życie z góry. Każdy miał jakieś tajemnice czy sekrety. Czy to dziwne czuć się jak kretyn chodź nic się nie zrobiło? Tsia...powiedzmy że tak. Wylądowałem na jakiejś górze i otrzepałem się ze śniegu. Namaste wylądował za mną i zatrzepotał skrzydłami. Podszedłem bliżej krawędzi...i to był błąd. Śnieg osunął mi się z pod łap i zacząłem koziołkować na dół wywołując pomniejszą lawinę. Po chwili byłem u podnóża góry. Nie wiedziałem czy lawina kogoś przysypała czy nie. Na razie co wiedziałem to to że mam złamane skrzydło...pięknie... Pozwoliłem mu swobodnie zwisać u boku po czym zacząłem szukać kogoś kto mógł stać się niewinną ofiarą mojej głupoty...
Ktoś?
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz