Łaziłem po terenach watachy z miejsca na miejsce. Nie mogłem się pogodzić z myślą że Neharika i Rosa negre odeszły bez słowa pożegnania. Nie wiedziałem czy kiedykolwiek kogoś ponownie pokocham...Czy ktoś zaistnieje dla mnie w ten wyjątkowy sposób...Nic juz nie wiedziałem. Poszedłem w stronę klifów smętnie ciagając łapami. Wiatr targał moją sierścią a zimne choć krótkie deszcze dawały o sobie znać. Stanąłem na brzegu klifu i wpatrywałem się w morze.
-Siiii,siiii,siiii...- szeptało w moim kierunku. Westchnąłem cicho po czym zawyłem dłuuuugo i smutno. Zastanawiałem się czy taką melanchonia napełniła mnie strata żony i córki czy też moze to tylko jesienna chandra...
Za sobą usłyszałem kroki...
Ktoś??
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz