środa, 12 sierpnia 2015

Od Jonathana cd Rose

W lesie łowców, zapolowaljśmy na sarny, niestety jelenie sie gdzieś wybrały,
został tylko jeden, którego było strasznie ciężko złapać, więc z Rose, mieliśmy niezły ubaw.xD Najedliśmy się jednak i tak do syta. Zrobił się, wieczór, a ja z Rose, przyglądaliśmy się gwiazdom i rozmawialiśmy. Ziewnołem. -Chce ci sie spać?-zapytała wadera, na co odpowiedziałem
uśmiechem. Spojrzałem na nią i powiedziałem: Może troche...Ale to w większości odruch.
-Rose też ziewneła-Widocznie przeniosłeś ten odruch na mnie.-próbowała być zła,
ale w większkści chichotała. -Pewnie to ziewanie jest zaraźliwe, nie prawdaż?
-Hmm...Może.Nie wiem, ale na pewno lubi przechodzić na wadery...-odgryzłem się.
-O ty draniu...-zaśmiała się i skoczyła na mnie, po czym sturlaliśmy sie z z bocza i
wylądowałem na miękkiej trawie, a wadera na mnie. Popatrzyłem w jej oczy, które świeciły teraz jak gwiazdy na niebie. Oboje się śmialiśmy, w końcu podniosłem się i otrzepałem z trawy, której miałem pełno w sierści. Wtedy, mój nos coś wyczuł. Czyjąś obecność.
Czyjąś, ale nie sarny, ani jelenia. Nie zająca. Nie niedźwiedzia. Stanołem w pozycji bojowej i
uważnie nasłuchiwałem, gdzie to coś jest. Wtedy coś poruszyło się w krzakach za mną, odskoczyłem do Roze by ją ochraniać i oboje spoglądaliśmy w tamtą stronę, wadera była strasznie przestraszona...

Rose? Co to coś strasznego było?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Made by Schizma