Otworzyłam po chwili powieki lekko ziewając. Spostrzegłam, iż na de mną
stały wilki i uważnie mi sie przyglądały. Jedna wadera uśmiechneła sie do mnie i powiedziała: -Masz szczęście, że Merida cie uratowała...W ostatniej chwili.-Ocknełam sie mocniej i zapytałam:-Coś mi jest?
-Masz złamany lekko kark, szczęście że żyjesz - zastanowił sie pewien basior.
Rzeczywiście. Czułam mocny ból na grzbiecie i w innych miejscach.
Wtedy zobaczyłam biegnącą wadere niosącą zioła jakieś, w pysku.
Merida? Sorry, że krótko, jesteśmy kwita.xD
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz