Achh, był piękny dzień, co naturalne w czerwcu xD.
Postanowiłam się przejść. Szwędałam się nie daleko
terenów zamieszkiwanych przez Feniksy i inne takie ogniste stworzenia.
Siadłam i podziwiałam widoki, byłam w cudnym lesie, gdy naraz
zobaczyłam jak tuż nade mną leci piękny feniks, ale jakiś wystraszony.
Nie wiedziałam, o co chodzi gdy teraz już koło mnie przeleciało
jakieś ogromne stworzenie, najwidoczniej polujące na feniksy.
Nie chciałam tak stać i się przyglądać i próbowałam zatrzymać to
stworzenie, które najwidoczniej okazało się gryfem.
Tak więc, już walczyłam z gryfem, ale on
zdążył jeszcze pchnąć ptaka na drzewo. Feniks nieprzytomny spadł
na ziemię, a ja potraktowałam teraz gryfa tak samo jak on
to wspaniałe ogniste stworzenie.
Więc tak, gryf trzasnoł o drzewo, aż się pomałało,
a feniks trochę oprztomniał.
-Biedactwo, nic ci nie jest?-zapytałam, a ptak się uśmiechnoł-na szczęście, nic.
Dziękuję, że mnie uratowałaś. Jestem Philomena.
-A ja Asha.
-Muszę ci się jakoś za to odwdzięczyć, bo nie wypadało by inaczej..
-Ależ to nic...
-Ależ to coś. Uratowałaś mi życie.-no cuż, feniks miał rację, to rzeczywiście coś.
-Będą twoją towarzyszką na zawsze.Jeżeli tego chcesz...
-Oczywiście że chcę, Philomeno!
-Możesz w zdrobnieniu mówić Phil.
-Może choćmy, pokażę ci gdzie mieszkam , Phil.
Ale nie chcę, abyś była moją towarzyszką..
-Jak to?!-przerwała mi urażona Philomena.
-...wolę, abyś była moją przyjaciółką.-uśmiechnełam się.
-Nigdy nie miałam przyjaciela..dziękuję..
-To choć, zbieramy się, teraz będziesz mieszkać w innym, równeż
interesującym, ładnym miejscu... I to z przyjaciółką...
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz