-Podła suka... -warknęłam przez zęby. Ruszyłam przed siebie, płacząc nas sobą. Jestem żałosna... Merida kleiła się do Red'a idąc po drugiej stronie. Smoczysko szło za Red'em - za jego "matką".
Spojrzałam w niebo... Zobaczyłam, że z w górze leci... Hiron! Powoli zlatywał ku nas. Nikt z nas nie odezwał się słowem, a gdy basior wylądował podbiegłam do niego.
-Zabij mnie! -szlochnęłam.
-Tsa... bo się do tego palę.... Co się stało?! -zaśmiał się i spojrzał z zaciekawieniem na wilczycę. Chyba się domyślił.
-Ona mnie zwyzywała... -jęknęłam jak szczenie. Hiron tylko przewrócił oczami. Ponaglił mnie skrzydłem bym podeszła bliżej wadery. -Przeproś ją. -wyszło na to, że to ja zaczęłam! Kurdę!!
-A skąd wiesz, że to ja zaczęłam?! -marudziłam.
-Widzę... Mnie nie oszukasz. Zawodowy zabójca, pamiętasz?-zaśmiał mnie szturchając.
-Eh... Robię to tylko... z konieczności.
-Nie. Robisz, bo Ci przykro. -nadgryzł mi ucho.
-Robię to bo jest mi przykro. Przepraszam.. -rzuciłam i spojrzałam złośliwie na Hirona. Uśmiechnął się triumfalnie, a na pysku wadery pojawił się mały, triumfalny uśmiech. Niech mnie ktoś zabije!! -Wybaczysz mi? -spytałam, sama od siebie. Faktycznie czułam się jak szczenie, które jest złe o zabraną kość.
Merida?
<wybaczysz?? :) >
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz