Uniosłem brew i patrzyłem za oddalającą się sylwetką. Stałem
oparty łapą o ścianę jaskini. Westchnąłem i położyłem się na ziemi.
Mruknąłem do siebie: - Trzeba dać jej ochłonąć... Chyba za bardzo
ją zdenerwowałem - I zacząłem się cicho śmiać, nie wiadomo z
czego. Z niczego. W końcu przestałem i z kamiennym wyrazem pyska,
myślałem czemu ta wadera wtedy na chwilę tak odpłyneła. Oczy jej
się wywróciły białkami na wierzch. Się wystraszyłem że ją coś opętało.
Po chwili położyłem łeb na łapach i się denerwowałem na samego
siebie, że ją zapytałem. Idiota jestem. Co mnie opętało, że ją
spytałem?! Postanowiłem pójść na spacer, abym mógł sam ochłonąć
trochę.
Jasmin? xD
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz