Miałem już nie postawić łapy dalej, ale ciało odmówiło mi posłuszeństwa i
poszłem za waderą. Gdy drugi raz spojrzała w moją stronę i zobaczywszy
mnie dreptającego jak szczenięta za wilczycą uśmiechnęła się. Po chwili
odpowiedziałem jej moim merdaniem ogona i już obok idąc przedzieraliśmy
się przez gęsty las. W trakcie spacerku myślałem nad moim czynem
niezostania w tym cywilizowanym świecie i po chwili zdałem sobie sprawę z
mojego powodu, który był na wyciągnięcie ręki-Larisa. Może ja naprawdę
ją bardzo lubię, bo innego argumentu nie widziałem, ale czy podjąłem
słuszną decyzję... Pytania dręczyły mnie przez całą drogę...
-Żyjesz?-zapytała widząc mnie wciąż zamyślonego.
Po ocknięciu się kiwnąłem głową i ruszyłem dalej w stronę domu, mojego
domu... Wędrówka zajęła nam dobre parę godzin, a odciski i drobne rany
dawały siwe znaki, lecz widząc znajome twarze wilków z watahy rzuciłem
się w ich kierunku, a wilczyca za mną...
Larisa? <happy end, a co tam ;3>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz