Nie wiedziałem co to wszystko miało być, ale zupełnie z nikąd gwałtownie pojawiła się burza. Na szczęście akurat zdążyłem przed tym jak z znienacka lunął deszcz i przybyłem w porę do swojej jaskini. Kilkanaście minut później ujrzałem jak oszalała, biegnącą Jasminę.
- Jasmin! Choć tu! – krzyknąłem zaniepokojony. Wtedy też obok wadery strzelił piorun. Brakowało CENTYMETRÓW. Przeraziłem się nie na żarty i osobiście pobiegłem po samicę, bez zastanowienia wziąłem ją na plecy i wielkimi susami wpadłem jak najgłębiej do swej groty. Zeszła z mych barków ciężko dysząc.
- Przed chwilą było ciepło jak diabli, czyste niebo, a tu z nikąd taka nawałnica – powiedziałem patrząc na płonące drzewa. – Możesz to wyjaśnić? – zapytałem marszcząc brwii. – ZATRZYMAJ CZAS! – krzyknąłem kiedy ujrzałem jak płonące drzewo upadało wprost do mojego mieszkania. Odruchowo uskoczyłem przerażony do tyłu.
- Nie mogę – szepnęła wilczyca po kilku nieudanych próbach. Przeniosłem swój wzrok na nią.
- Co? J-jak to? – spytałem niedowierzając.
- Nie mogę! Głuchy jesteś?! – krzyknęła bliska płaczu. Zamilkłem.
<Jasmin? I co będzie dalej...? xd>
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz